Odpowiedzialność
Dzisiaj kilka słów o odpowiedzialności. Czyli domenie dorosłych ludzi. I już w tym miejscu zgrzyta ponieważ na fotelu w gabinecie- jak już się bezpiecznie poczują, siedzą dzieci. Nie dosłownie oczywiście, ale nasze dziecięce części, nasze dziecięce emocje, nasze dziecięce sposoby radzenia sobie z problemami. Wewnętrzne dziecko “przetrwało się” do świata dorosłych i strasznie się w nim męczy. Tak można w skrócie opisać też przyczynę naszych problemów psychologicznych. Sposoby radzenia sobie wyniesione z domu rodzinnego, które były świetne na przetrwanie w tym domu, w dorosłości okazują się jakieś nieadekwatne, sztywne, powodują problemy.
Wracając do dzieci- jak można temu małemu/ tej małej rozżalonej, rzucić, że “powodem twojego cierpienia tu i teraz jesteś ty.” No okrucieństwo, brak wyczucia i niedelikatność co najmniej. Jak kazać dziecku być odpowiedzialnym? To samo sobie przeczy.
Ukoić wewnętrzne dziecko
Ale przecież na terapię zgłosił się jednak dorosły. Podjął decyzję, że chce coś zmienić w swoim życiu i dłużej sam tak nie da rady. Jak to pogodzić, kiedy znowu wskakuje tryb dziecięcy, “Pomóż mi proszę terapeuto i rozwiąż moje problemy. Poprowadź mnie za rękę. Usuń moje cierpienie.” Mamy do czynienia z dziecięcym pragnieniem, by ktoś się nami zaopiekował. I teraz uspokoję, że to bardzo dobrze. Wspaniale, że dziecięce części się uaktywniają w relacji terapeutycznej, ponieważ można się im na powrót przyjrzeć, mogą w końcu wybrzmieć, mogą znaleźć swoje ukojenie i troskliwą opiekę. Gdyby te wszystkie potrzeby zaspokoili dawno temu dorośli, nie byłoby dziś tych problemów. Ta część głaskania swojego wewnętrznego dziecka może trochę trwać w terapii. Mówię tu raczej o miesiącach aniżeli tygodniach. Lata zaniedbań i tkwienia w wyuczonych szkodliwych schematach nie uleczą się w 4 tygodnie. Ale wracam do brzegu. Jaki to ma związek z odpowiedzialnością?
Jest czas na wszystko- na bycie dzieckiem i na bycie dorosłym
Taki, że o ile potrzebne jest otwarcie dziecięcych ran, przeżycie trudnych uczuć i obwinienie rodziców o swoje krzywdy, to jest to tylko etap. Etap konieczny do przejścia i zamknięcia, by ruszyć do przodu. Niektórzy jednak na tym etapie się zatrzymują i żyją w wiecznych pretensjach, żalu, nadziei, że rodzice w końcu się zmienią. I tu wraca rzeczona odpowiedzialność. Taka osoba nie chce brać odpowiedzialności za swoje życie. Musiałaby wtedy uznać, że ona również coś źle robi. O ile łatwiej jest zrzucić winę na kogoś innego. Przyjąć dogodną rolę ofiary. O ile trudniej przyznać, że mój los jest w moich rękach i jeśli cierpię, to zapewne mam w tym swój udział. A trudne jest to dlatego, że zmiana wymaga wysiłku. Nikt się sam z siebie nie garnie do wysiłku, a trudnego to już w ogóle- nie to leży w ludzkiej naturze.
Odpowiedzialność oznacza autorstwo. Być świadomym odpowiedzialności to być świadomym tworzenia siebie, swojego przeznaczenia, sytuacji życiowej, uczuć oraz- gdy tak się składa- SWOJEGO CIERPIENIA. Żadna rzeczywista terapia nie jest możliwa w przypadku pacjenta, który nie zaakceptuje takiej odpowiedzialności i będzie z uporem oskarżał innych ludzi albo inne siły o własne nieszczęście. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie- nie tylko za własne działania, lecz również za zaniechane działania.
To cytat Irvina Yaloma, uznanego psychoterapeuty egzystencjalnego, który pisze o odpowiedzialności jako podstawie dobrego wyniku terapeutycznego. Jest bardzo wiele nurtów terapeutycznych, blisko kilkaset, a tych głównych kilkanaście. Częścią wspólną każdego nurtu terapii jest rola odpowiedzialności. Dopóki nie zmierzymy się z tą niewygodna i bolesną prawdą, nie pójdziemy terapeutycznie do przodu. Wymaga to odwagi, ale też i bólu dojrzewania. Stanięcia do dorosłości. Wybranie drogi trudniejszej, ale w związku z tym dającej pełnię satysfakcji.
Lejce w moich rękach
Jest w tym też coś bardzo pokrzepiającego. Skoro to ja jestem autorem swojego cierpienia, również ja mogę coś z tym zrobić. Nie muszę być niepewny lub bezradny, zależny od kogoś. Ja mogę przejąć świadomą kontrolę nad swoim życiem i krok po kroku dokonywać wyboru jak je chcę przeżywać.
To teraz zadajmy sobie pytanie: Jak ja to robię, że mi jest tak w życiu źle?
- Analizuję?
- Pozwalam na za dużo?
- Biorę na siebie za dużo?
- Nie słucham swoich potrzeb i intuicji?
- Chcę dogodzić wszystkim?
- Oczekuję, że ktoś się domyśli?
- Nie proszę o to, czego chcę?
- Uważam, że skoro ja czegoś chcę, to inni mają chcieć tego samego?
- Wycofuję się?
- Mieszkam w przeszłości?
- Nie dostrzegam dobra?
I tym podobne, I tak dalej. Dobrego dnia.